Tuesday, September 4, 2007

Kaczmarek dostał limuzynę od Giertycha


Kaczmarek dostał limuzynę od Giertycha

Giertych użyczył Kaczmarkowi parlamentarnej limuzyny, fot. T. Paczos /PAPWtorek, 4 września (06:28)

Lider Ligi Polskich Rodzin Roman Giertych mimo mocnych dowodów na kłamstwa Janusza Kaczmarka nadal go wspiera. W weekend użyczył mu parlamentarnej limuzyny - żeby skompromitowany były minister mógł pokazywać się na wiecach i pojechać w komfortowych warunkach do domu. To bezczelność - pisze "Fakt".

Giertych, mimo że jest szefem mało liczącej się partii, to zaszczyty i przysługi rozdaje hojnie. Szczególnymi względami obdarzył Kaczmarka. Najpierw mianował go kandydatem na premiera, a teraz wspomaga go jeszcze materialnie. Oczywiście nie za swoje, a za nasze pieniądze - zaznacza "Fakt".

W sobotę, gdy Kaczmarek mógł cieszyć się pierwszym dniem wolności po wyjściu z prokuratury, partia Giertycha użyczyła mu luksusowej limuzyny - lancię thesis. Kaczmarek woził się samochodem należącym do Kancelarii Sejmu, z kierowcą, do woli. Najpierw w roli męczennika podskoczył przed Kancelarię Premiera i na polityczne zamówienie Giertycha atakował rząd.

Sunday, September 2, 2007

Chcę publicznych gwarancji od Tuska



Chcę publicznych gwarancji od Tuska
Nasz Dziennik, 2007-09-01
Wywiad z prezydentem Lechem Kaczyńskim dla wczorajszych Sygnałów Dnia
w Polskim Radiu (fragmenty)

Jacek Karnowski: Czy według Pańskiej wiedzy, Panie Prezydencie, zatrzymanie Janusza Kaczmarka i Konrada Kornatowskiego, byłego szefa MSWiA, byłego szefa policji, ma solidne podstawy prawne? Pytam, bo to pytanie, zdaniem opozycji, dziś absolutnie fundamentalne.

Lech Kaczyński: - To znaczy więcej niż solidne.

Jak to można opisać, Panie Prezydencie, nie łamiąc...
- Nie mogę tutaj... Ja też nie znam szczegółów, bo nie jestem prokuratorem generalnym, ale byłem nim kiedyś, ale to już wiele lat, natomiast z tego, co wiem, to więcej niż solidne. To jest sprawa też niezwykle niemiła dla mnie. Człowiekiem, który wylansował Kaczmarka, Janusza Kaczmarka, byłem ja, nie ulega najmniejszej wątpliwości.

Premier Jarosław Kaczyński powiedział, że to była operacja przygotowywana, trwająca wiele lat, z użyciem pewnych psychologicznych...
- Znaczy Janusz Kaczmarek rzeczywiście stworzył obraz dla mnie swojej osoby taki, który ja z wielką radością akceptowałem, znaczy człowiek powściągliwy, a prokurator nie może się szczególnie poddawać emocjom, spokojny, ustabilizowany rodzinnie, przywiązany do rodziny, co zresztą chyba jest skądinąd autentyczne rzeczywiście, przy tym potrafiący się miło uśmiechnąć, miły towarzysko, ale też tak bez nachalstwa jakiegokolwiek, a więc człowiek ze wszech miar zasługujący na zaufanie. Ja wiedziałem, że to nie jest człowiek walki w tym sensie, w jakim tym człowiekiem walki są ludzie mojego pokolenia, którzy walczyli w opozycji przedsierpniowej i posierpniowej w "Solidarności", tylko nie możemy Polski budować wyłącznie w oparciu o tych ludzi, bo po prostu jest ich za mało. I z tego punktu widzenia Janusz Kaczmarek mi się niezmiernie przez całe lata podobał. Okazało się, niestety, że miał dwie twarze. Ja to, co wiem, to wiem na pewno. Oczywiście, dzisiaj się również wielu rzeczy domyślam, domyślam się, że to była operacja na całe lata, ale powtarzam: domyślam się, bo na to dowodów nie mam. Natomiast jeżeli chodzi o zatrzymanie byłego pana ministra, o czym mówię z największym smutkiem, to są do tego bardzo silne podstawy.

Panie Prezydencie, opozycja sięga po bardzo mocne słowa w tej sytuacji. Po pierwsze twierdzi, że chodzi o zastraszenie świadków, bo zatrzymani mieli zeznawać jutro [w piątek - przyp. red.] przed Komisją ds. Służb Specjalnych.
- Tu nie chodzi o żadne zastraszenie świadków. Ja myślę, że konieczne jest przekazanie naszemu społeczeństwu informacji w tej sprawie, nawet na zasadzie ekstraordynaryjnej, czyli takiej niezwyczajnej, bo normalnie informacji ze śledztwa się nie przekazuje, bo inaczej mamy do czynienia z całkowitym wprowadzeniem w błąd opinii publicznej. A w demokratycznym państwie, jeśli chodzi o osoby na tak wysokich stanowiskach, jak minister spraw wewnętrznych (to jest niezwykle wysokie stanowisko, dokładnie ministra administracji i spraw wewnętrznych), nie może dochodzić do tego rodzaju zamieszania.

Czy wierzy Pan, Panie Prezydencie, Zbigniewowi Ziobrze?
- Tak, wierzę Zbigniewowi Ziobrze. Ja zdaję sobie sprawę, że każdy człowiek ma swoje wady, każdy człowiek ma swój temperament, wszyscy absolutnie, ja również zresztą, ale tak, wierzę mu, wierzę, że to jest człowiek ideowy. Dlatego go jakby przyciągałem do współpracy z sobą.

Janusz Kaczmarek (przepraszam, że konfrontuję jego zeznania, ale to jest ten kluczowy element jego zeznań) m.in. mówi, że wielokrotnie mówił Panu o nieprawidłowościach, że Pan podzielał te zastrzeżenia, nawet że pewne personalne sformułowania pod adresem ministra Ziobry z Pańskiej strony padały.
- Nie, nie, ja mówiłem, że Zbigniew jest człowiekiem psychicznie młodszym, niż to wynika z metryki, chociaż nie mówiłem, że 25-letnim. Tak, to jest prawda. Znaczy w ogóle całe mistrzostwo zeznań Janusza Kaczmarka polega na tym, że on miesza prawdę i nieprawdę. Na przykład mówiłem, że jest młodszy niż jest, ale nie mówiłem, że jest w sensie psychicznym 25-latkiem. Tak, bo Zbigniew Ziobro i nie tylko z wyglądu, ale i z natury swojej jest jakby młodszy, niż to by wynikało z metryki i ja tego nie neguję. Ale właśnie dzięki temu jego ideowość, energia daje tego rodzaju rezultaty.
Natomiast jeżeli chodzi o sprawę Barbary Blidy, to ja byłem wtedy rzeczywiście rozzłoszczony, tylko że wszelkie rozmowy, o których mówi pan Kaczmarek, odbyły się po sprawie, a nie przed. Byłem rozzłoszczony, bo trudno nie być rozzłoszczonym wtedy, kiedy ginie człowiek i do tego jeszcze kobieta, ginie wskutek tego, że popełnione zostały jednak pewne błędy.

Panie Prezydencie, co jeżeli nie znajdzie się 307 posłów, którzy zdecydują o samorozwiązaniu Sejmu? Co wówczas? Premier mówi: nie podam się do dymisji, nie zrobię prezentu opozycji, żądam gwarancji na piśmie od Platformy, że zachowa się lojalnie.
- Muszę powiedzieć, że po rozmowie z panem przewodniczącym Tuskiem ja myślałem, że sprawa ewentualnie jest załatwiona, ale w warunkach, kiedy mamy do czynienia z sytuacją taką, jaką mamy, no to ja bym też prosił o publiczne gwarancje.

A co wówczas, jeżeli opozycja sięgnie po to narzędzie konstruktywnego wotum nieufności?
- No, to jest pytanie do premiera przede wszystkim, natomiast wtedy opozycja da dowód, że po prostu się czegoś obawia bardzo, że obawia się tego, że w Polsce rzeczywiście nastąpią pewne nieodwracalne zmiany. Ale to już zależy od opozycji. Proszę pamiętać, że z jednej strony w tej opozycji jest człowiek, którego obecność w rządzie była wielokrotnie partii rządzącej zarzucana, to chodzi o Andrzeja Leppera, w tej opozycji jest Roman Giertych, którego dotyczy to samo, tylko Romana Giertycha nie dotyczą żadne zarzuty, a z drugiej strony jest tam przywódca Platformy Obywatelskiej, którego język, sposób wyrażania się, no, powiedzmy, obelgi po prostu są nie do przyjęcia w cywilizowanym kraju, ale który reprezentuje zupełnie inną partię, jest w końcu partia wyraźnie postkomunistyczna. Jeżeli one się miałyby jednoczyć, no to wszystko wskazuje na to, że się czegoś bardzo obawiają po prostu.
Tytuł pochodzi od redakcji.

Janusz Kaczmarek nie mówił prawdy, zeznając w prokuraturze


Noc brutalnej prawdy
Nasz Dziennik, 2007-09-01
Prokuratorzy przedstawili niezbite dowody potwierdzające prawdziwość stawianych Januszowi Kaczmarkowi zarzutów składania fałszywych zeznań



Janusz Kaczmarek nie mówił prawdy, zeznając w prokuraturze w sprawie spotkania w warszawskim hotelu Marriott z Ryszardem Krauzem i Jaromirem Netzlem w przeddzień akcji CBA w ministerstwie rolnictwa - wynika z ustaleń prokuratury. Zarówno Januszowi Kaczmarkowi, jak i Konradowi Kornatowskiemu oraz Jaromirowi Netzlowi postawiono zarzuty związane ze składaniem fałszywych zeznań. Odrębnym badanym wątkiem jest sprawa przecieku o akcji CBA w ministerstwie rolnictwa. Przed północą zostali oni jednak wypuszczeni na wolność. W zamian prokuratura zakazała im opuszczania kraju, muszą też wpłacić 50 tys. zł poręczenia.

Piątkowa noc okazała się wstrząsająca tak dla polityków lansujących Janusza Kaczmarka jako kandydata na premiera z nominacji LiS, jak i opozycji, która dotąd bezkrytycznie traktowała jego słowa. W piątek, około godziny 20.30, rozpoczęła się konferencja prasowa, która mocno zdyskredytowała Janusza Kaczmarka i jego medialne rewelacje. Dowody zaprezentowane przez prokuraturę wskazują jednoznacznie - Janusz Kaczmarek, zapewniając, że nie spotkał się z Ryszardem Krauzem, złożył fałszywe zeznania. Śledczy zaprezentowali wczoraj filmy zarówno z monitoringu miejskiego, jak i kamer w hotelu Marriott wskazujące jednoznacznie, że doszło do spotkania Kaczmarka z Krauzem, i to, że były szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji składał fałszywe zeznania.
Pikanterii sprawie dodaje również zapis telefonicznych rozmów pomiędzy m.in. Jarosławem Marcem - byłym szefem CBŚ, a Konradem Kornatowskim - byłym komendantem głównym policji. Marzec uprzedza Kornatowskiego o planowanej kontroli CBA i prokuratury w domu Ryszarda Krauzego, używając w rozmowie grypsery, jaką na co dzień posługują się środowiska przestępcze. Ponad dwugodzinna konferencja prasowa z udziałem Jerzego Engelkinga, zastępcy prokuratora generalnego, połączona z prezentacją filmów - dowodów w sprawie, i nagrań rozmów telefonicznych wywarła duże wrażenie.

Rozmowy na 40. piętrze
Z prezentacji przedstawionej przez prokuraturę wynika, że Kaczmarek spotkał się w hotelu Marriott w przeddzień akcji CBA w ministerstwie rolnictwa z Ryszardem Krauzem, czemu - zeznając w prokuraturze - zaprzeczał. Na co innego wskazywał jednak obraz z kamer na hotelowych korytarzach, co pokazali prokuratorzy. Były minister twierdził, że tego dnia w hotelu spotkał się z prezesem PZU Jaromirem Netzlem, a na 40. piętro, gdzie znajdują się apartamenty Krauzego, wjechał tylko, by udać się do baru na drinka. Tych zeznań nie potwierdza hotelowy monitoring wskazujący, że były minister od razu udał się na 40. piętro i zmierzał do apartamentu Krauzego. Według wiceprokuratora generalnego Jerzego Engelkinga, na tym etapie śledztwa nie można jednak powiedzieć, że Janusz Kaczmarek jest źródłem przecieku.
Zdaniem prokuratury, po opuszczeniu po 27 minutach przez Kaczmarka apartamentu Krauzego, biznesmena odwiedził poseł Samoobrony Lech Woszczerowicz. Wcześniej Krauze zatelefonował do posła. Ich rozmowa trwała 3 sekundy. Nazajutrz wcześnie rano Woszczerowicz udał się do ministerstwa rolnictwa, gdzie rozmawiał z Andrzejem Lepperem. Wtedy Lepper miał się dowiedzieć o przygotowywanym na niego "zamachu". Mniej więcej w tym samym czasie obecny w ministerstwie był inny poseł Samoobrony Janusz Maksymiuk, który miał później zadzwonić do jednego z zatrzymanych w sprawie łapówki za odrolnienie ziemi Piotra Ryby. Ten z kolei miał skontaktować się z drugim zatrzymanym w sprawie - Andrzejem Kryszyńskim, który - jak dodał Engelking - "zdążył już przeliczyć pieniądze", które miały być łapówką, lecz w ostatniej chwili wycofał się z transakcji.

Wstrząsające rozmowy
Prokuratura ujawniła również fragmenty podsłuchanych rozmów między Januszem Kaczmarkiem, Konradem Kornatowskim i Jaromirem Netzlem. Podczas odtworzonych wczoraj rozmów telefonicznych nie pada nazwisko Ryszarda Krauzego, jest on nazywany m.in. "dużym facetem, największym płatnikiem, panem Ryśkiem z Gdyni". Zdaniem śledczych, rozmówcy uzgadniali między sobą treść zeznań. Kornatowskiemu prokuratura zarzuciła składanie fałszywych zeznań i nakłanianie do fałszywych zeznań Netzla, co prowadziło do utrudnienia śledztwa. Byłemu prezesowi PZU - zarzuty składania fałszywych zeznań oraz zatajania prawdy.
Kornatowski miał namawiać Netzla, by ten potwierdził swoje spotkanie z Kaczmarkiem w hotelu Marriott. Według prokuratury, zarzuty postawione Netzlowi dotyczą czterokrotnego składania fałszywych zeznań w sprawie spotkania z Kaczmarkiem. Netzel twierdził jednak, że z byłym ministrem - wbrew temu, co zeznał Kaczmarek - spotkał się przed hotelem. Monitoring nie zarejestrował jednak i tego spotkania.
Zdaniem lidera LPR Romana Giertycha (który wraz z Lepperem wystawił kandydaturę Kaczmarka na premiera), prokuratorowi Engelkingowi prowadzącemu prezentację, należy pogratulować talentu aktorskiego w przedstawianiu dramaturgii zdarzeń. Giertych chciałby wyjaśnienia, dlaczego po wyjeździe Kaczmarka z Ministerstwa Sprawiedliwości, gdzie miał się dowiedzieć o akcji CBA, pojechał do Kancelarii Prezydenta. Jak przypomniał Giertych, to prezydent Lech Kaczyński miał poznać Kaczmarka z Krauzem.
Tymczasem po zakończeniu konferencji w prokuraturze Kaczmarek, Kornatowski i Netzel zostali zwolnieni. To oznacza, że prokuratura nie wystąpi o ich tymczasowe aresztowanie. Jednocześnie prokuratura nakazała im wpłacenie po 50 tys. poręczenia majątkowego. Nie mogą też wyjeżdżać z kraju.

Artur Kowalski
Współpraca Wojciech Wybranowski